wtorek, 19 marca 2013

Chapter five ♥

Zayn już nie wiedział co ma robić.Nawet z nim już nie rozmawiał.Paul załatwił mu psychologa. Miła blondynka o ciepłym uśmiechu i godnym zaufania błękitnym jak ocean spojrzeniu.z dwóch pierwszych rozmów nic nie wyszło,ale z kolejnych..też nie.Kate jednak nie dała za wygraną i po miesiącu w końcu się do niej odezwał.Płakał w jej ramionach opowiadając o wszystkim co się działo,o swoich myślach samobójczych,o bliznach na ciele po cięciu,o koszmarach nocnych.. dopiero po kolejnym roku zaczął w miarę normalnie funkcjonować,nawet spotykał się z chłopakami.Stella po miesiącu mieszkania z nimi wynajęła sobie małe mieszkanko a wcześniejszy dom sprzedała.Jej ojciec siedział w więzieniu za wielokrotne gwałty i molestowanie seksualne.Kontakt z Zaynem stopniowo się urwał,bo dziewczyna musiała zarabiać a on pomagać Lou.Spotkali się na ulicy.Zmieniła się pod względem urody.Wszystkie rany poznikały,włosy i twarz nabrały koloru,wykorzystała figurę choć była niska.W obcisłych rurkach i luźnej koszuli posłała piękny uśmiech mulatowi.
-Cześć Zayn.
-em..cześć.. my się znamy.?
-no głupku,to ja Stella.
-niee...moja El chodziła ze spuszczoną głową i miała jasne włosy w kitku.A ty masz brązowe i rozpuszczone..
-hahhaa.no przecież tak bardzo się nie zmieniłam
-wcale..
-no może trochę. co tam u ciebie.?
-nic się nie zmieniło.Miałem dziewczynę,ale stwierdziła, że nie wytrzyma już tego,że zajmuję się Louisem,więc zerwałem.a tak to po staremu.
-a co u Louisa.?
-powoli wraca do formy.Nie śmieje się i nie wariuje jak kiedyś,ale są chwile w których się uśmiecha a to już coś.Nie płacze tak często i nawet rozmawia z chłopakami.no i Kate zabrała go dzisiaj na spacer,więc mam dzień wolny
-ooo...super.chodź,zapraszam cię na ciacho.
Oni sobie poszli,porozmawiali i pośmiali się przy szarlotce.Wieczorem Hazz się umówił,tyle, że nie z byle kim a aktorką Arianą Grande,którą poznał na ostatniej gali.
-cześć Harryyy.!-przywitała go buziakiem.
-siem,siema.too, co masz ochotę porobić.?
-wesołe miasteczko.?
-o każdej porze dnia i nocy.-zaśmiał się i ruszyli
-to która kolejka pierwsza.? chyba, że się boisz..hah
-pff..błagam cię..ja nie wiem co to strach..dopóki nie widzę prostownicy wycelowanej w moje piękne loczki.
-no to..chodźmy na tą.-wskazała na największą.
-ok.tylko się nie bój.-stuknął ją w biodro a ona wskoczyła mu na plecy.
-ja się nie boję.!
-się przekonamy.
-zobaczymy jak wyciągnę prostownicę na samej górze.
-inspekcja,pokazuj torebkę.
-na pewno nie.haha
-nie prostujesz włosów..
-niee...ale to nie znaczy, że nie mam prostownicy.
-to po co ci to narzędzie diabła.?
-żeby cię straszyć.
-no tak,przecież było wiadomo, że Harry Styles kiedyś zaprosi cię na randkę i będziesz go straszyć prostownicą. a tak poważnie to masz to ustrojstwo serio przy sobie.?
-nie,żartuje.W ogóle loczek..nie mam torebki.
-pf..wiedziałem..
-jasne,jasne.
w kilka godzin obeszli wszystkie kolejki,wybrali się do ekskluzywnej restauracji na dania włoskie a potem na London Eye.Ari oparła się o barierkę i podziwiała widoki,a Harry stanął za nią.
-ładnie nie.?
-ślicznie..ale znam ładniejsze widoki..
-na przykład.?
-wystarczy, że spojrze w twoje oczy..-wyznał cicho.Znali się już trochę,ale nigdy nie usłyszała od niego takiego tekstu.odwróciła się w jego stronę.
-a co w nich wyjątkowego.?
-to, że blask tych czekoladowych tęczówek przyćmiewa światło księżyca..to, że zdradzają wszystkie twoje emocje..to, że wiecznie tryskają radością..no i usta..idealnie pasują do koloru włosów.. czerwone..-przysunął się znacznie bliżej.-pełne.-lekko musnął jej wargi.-miękkie..
-em..Hazz...-lekko odepchnęła go od siebie a ten zaraz się ogarnął.
-sory..tak jakoś samo z siebie..
-po prostu..Harry nie chcę być kolejną..-spuściła głowę a on się odsunał i podrapał po głowie.
-wiem,jaki jestem..tyle, że jakbyś chciała zauwazyć,znam cię już długo i nie przespałem się z tobą po godzinie znajomości,to chyba coś znaczy nie.?
-nic się nie zmieniłeś.kiedykolwiek to zrobisz.?
-o czym teraz mówisz.?
-całe życie będziesz codziennie chodził do klubów i wykorzystywał kolejne laski.?
-nie chodzę już..Louis nie mógł tego wytrzymać, z resztą gdybym nie chodził wcale to pewnie on uniknąłby kilku wizyt na ostrym dyżurze..
-ja..pójdę już.na razie Harry..-wyszła,gdy się zatrzymali.Styles,zły sam na siebie poszedł..do klubu.Tam stwierdził, że pewnie już zawsze będzie sam i za swoje zdrowie spił się w trzy dupy.Zayn i Stella wyszli,potem poszli na bilard.Potem ona chciała na..basen. Malik zakrztusił sie żelkiem gdy to usłyszał.
-coś nie tak.?
-po prostu..nie orientuję się w zbiornikach wodnych większych niż moja wanna..-spuścił głowę a ona się zasmiała.
-czyli nie umiesz pływac.?
-eeee....no tak.
-to coś innego.
-kino.?
Wybrali horror.Stell oczywiście się bała,więc od razu usiadła mu na kolana.Mało skupiała się na filmie a spogląda na nieziemską urodę chłopaka.
-szczerze to więcej nie poszedł na ten film.krew mało realistyczna,aż żal tego całego keczupu,dziewczyna zaczęła krzyczeć przed czasem.no i ta fabuła..ech..-stwierdził po seansie.-a tobie jak sie podobał.?
-wolałam popatrzec na ciebie.
-wiem, ze nie wyglądam najlepiej,ale ja nie spię w nocy jak Louis się budzi.trzeba mi to wybaczyć.
-żartujesz.? jesteś..nie dokończe. odprowadzisz mnie.?
No i poszli.W salonie znów usiadła mu na kolanach,tym razem przodem do niego.
-uwielbiam na nich siedzieć.
-uwielbiam jak na nich siedzisz.-zaśmiał się charakterystycznie wytykając lekko język jak robił tylko on i to nieświadomie.
-i uwielbiam jak sie śmiejesz.haha
-ja nie.nie dość, że marszczę nos to jeszcze ten język..
-świetnie to wygląda.
-wolę,jak ty się smiejesz.
-to dlaczego.?-zaśmiała sie.-no przestań,bo się nie opanuję.
-no i o to chodzi.-schowała twarz w dłonie cicho się śmiejąc a on przytulił ją do siebie.
Pośmiali się baaaaardzo długo, w sumie nikt nie wiedział z czego.. potem chwycili za mazaki.On na brzuchu napisał jej "za Twój uśmiech milion gwiazd..♥" .uśmiechnęła się pięknie i ze śmiechem napisała mu na torsie "Fajny jesteś,mogę Cię przelecieć ;*"
-coś Ty mi..-spojrzał i wybuchł śmiechem-haha.bierz co chcesz.
-to wezmę sobie ten rzemyk,bo fajny-odpięła zapinkę i zawiesiła na swojej szyi.
-no pf..to ja się nastawiam na ostre branie na kanapie a ta se rzemyk bierze..-wybuchł śmiechem.
-ty sobie za dużo nie wyobrażasz.?haha
-człwoiek bez wyobraźni jest nudny.
-wyobrażasz sobie, że wezmę cię na kanapie..ciekawe..
-no racja..-uśmiechnął się szeroko.-nie masz czym
-ty możesz brać mnie.hahaha
-o każdej porze dnia i nocy.
-no to dawaj.-wybuchła śmiechem
-żebyś się nie zdziwiła.tu czy w  łazience na pralce.?
-uhuhu..ciekawiej będzie na pralce.
-to nastawiaj pralkę i jazda.
-pfhahhahahaha.N..n..bie no, Z..Zayna ja już nie dam rady.
-dobra,niech będzie.ja nastawię ale wtedy to nie będzie bezpieczne.ostatnio jak prałem to zaprzeczyłem prawom fizyki i pralka wyleciała w powietrze.
-pralka.? w powietrze.?
-jeeah.do tej pory nikt nie wie jak to zrobiłem.
Po godzinie zasnęli wtuleni w siebie.Louis,gdy stwierdził, że Malik nie wróci na noc zaczął się bać.Sam nie wiedział czemu.W piżamie i z kocem na sobie chodził po domu,ale ciągle wydawało mu się,że coś słyszy,więc zadzwonił po Kate
-słucham Louis.?-mimo późnej pory odebrała od niego po pierwszym sygnale.Dla niego była na każde zawołanie.
-m..ogłabyś..znaczy..czy to byłby problem gdybyś..ee..-zaczął się jąkać aż w końcu się załamał-przyjedź,proszę..
-no  jasne.-już po chwili dzwoniła do jego drzwi.Tylko ją wpuścił do środka i od razu się do niej przytulił,okrywając ją swoim kocem.Lobił to robić, w jej ramionach czuł się bezpiecznie,prawie jak u Zayna.Zaśmiała się cicho,zdjęła buty i ucałowała jego policzek.znaczy.. chciała,ale on wtedy niespodziewanie odwrócił twarz i cmoknęła go w usta.Zarumienił się.
-nie bój sie.Gdzie Zayn.?
-nie wiem..ale nie chce do niego dzwonić.Zniszczyłem mu już związek,nie chce niszczyć mu życia
-nie mów tak Louis.-usiedli na kanapę.Chwile mu zajęło owiniecie się kocem.Tak długo się wiercił, ze spadł z kanapy
-nic mi nie jest.! żyje.chyba..
roześmiał się głośno i wyciagnęła do niego dłoń a on pociągnął ją do siebie
-to śpimy dziś na podłodze.?hah
-z tobą mogę..-ulokował dłonie na jej plecach i najdelikatniej jak potrafił jeździł opuszkami palców po linii jej kręgosłupa,na co przeszły ją dreszcze.
-maaaatko.przestań..
-Zayn to lubi.zabawnie wtedy mruczy.Dobranoc.-owinął ich obu swoim cieplutkim kocem,objął mocno jak małe dziecko swojego ukochanego misia i tak zasnęli.


*Postacie Kate i Ariany poznacie w zakładce BOHATEROWIE :)

Jeśli chcecie być powiadamiani o nowym rozdziale prosimy o podanie swojego twittera lub numeru gg :)