wtorek, 19 lutego 2013

Chapter two ♥


    Louis nieświadomy co się dzieje, zdenerwował się, kiedy Hazz zaczął go budzić. Jęknął półprzytomnie bo był strasznie zmęczony i odwrócił się plecami do loczka.
- Daj mi spać...
- Trzeba opatrzyć Ci ranę. Połóż się na plecach, zdejmij koszulkę i śpij dalej.
Louis wydał siebie bliżej nieokreślony dźwięk, strasznie słaby przez ilość straconej krwi, wykonał jego prośbę i zdjął koszulkę odsłaniając spore i dość głębokie cięcie od noży. Harry zatamował krwotok, oczyścił ranę i opatrzył. Potem z troską delikatnie go podniósł, zabrał spod niego czerwone prześcieradło i pościel, zakrył go czystym kocem i wyszedł pozwalając szatynowi na sen.
    Dziewczyna z myślą, że w domu jej prześladowca śpi, wróciła, ale się myliła. Pobiegła od razu do swojego pokoju i zamknęła drzwi, ale to go nie powstrzymało. Gdy wszedł ona siedziała skulona w kącie i szeptała ciche „zostaw mnie...”. Ten natomiast zaczął zgrywać tatuśka.
- Gdzie byłaś w nocy?
- U koleżanki…
- I nic nie powiedziałaś? Martwiłem się.
- Z… zasiedziałyśmy się.
- No rozumiem.. głodna? W kuchni jest śniadanie.
Zaprzeczyła głową zdziwiona jego postawą. On jakby nigdy nic wyszedł, zostawiając ją samą. Nastolatka wzięła prysznic, przebrała się i zeszła w dół.
- Idę do pracy..- i wyszła do małej kawiarenki, w której pracowała. Pod koniec zmiany zauważyła Zayna. Tak jak nakazywały jej obowiązki podeszła do stolika.
- Dzień dobry.. co podać?
- Late machiato i jedna czarna słodzona.
- Jakieś ciastko? Dziś polecamy szarlotkę.
- Mój dietetyk nie będzie zadowolony, ale niech będzie.- uśmiechnął się a ona po chwili przyniosła mu zamówienie. On stwierdził, że o nic nie zapyta. skoro miał się odpierdolić, to właśnie to robi.
    W domu pojawiła się rutyna. Harry wychodził wieczorem do klubu zostawiając Lou, który już był na granicy załamania nerwowego, z dwoma kogutami, którzy coś do siebie mieli. Jak zwykle Tomlinson ucierpiał też fizycznie, bo napatoczył im się na linię ognia i dostał wazonem. Oczywiście w domu nie było jeszcze Zayna, więc nikt nie zauważył, że chłopak zasłabł w swoim pokoju i przez blisko godzinę leżał nieprzytomny. Malik po powrocie postanowił sprawdzić co się dzieje. Zostawił kłótników i poszedł do Lou. Gdy go zobaczył od razu do niego doskoczył. Tommo nie dość, że leżał nieprzytomny to przy okazji odsłonił biodro, na którym było kilka kresek i jakiś napis. Wszystko było jego sposobem na odreagowanie sytuacji w domu.
- Hej Tommo..- potrząsnął nim, a gdy to nic nie dało wylał na niego szklankę wody. Louis od razu gwałtownie podniósł głowę, a potem z niemocy się rozpłakał i położył na kolana mulata.
- Lou, spokojnie... chodź, spakujemy Cię, zamieszkasz ze mną, w porządku?
- Nie! Oni się tu zabiją... już wolę trochę pocierpieć, niż pozwolić na coś takiego.
- Louis, musisz zamieszkać ze mną. Oni cię prędzej zabiją niż siebie. Z resztą... oni mają mózgi, poradzą sobie.
- Mają mózgi?! Ich mózgi wyjechały na wakacje rok temu, gdy Payne odbił Horanowi dziewczynę.
- Niech załatwią to między sobą, nie mogą robić Ci krzywdy. Spakuj potrzebne rzeczy.
- Ja się o nich boję, a jak mi się coś stanie to dają sobie spokój.
- Właśnie widać... idziesz czy nie?
- Eh... poczekaj chwilę.
- Tylko powoli, jesteś słaby.
- Ok.- kiwnął głową, zostawił małą czerwoną plamę za spodniach Zayna od uderzenia wazonem, wstał i podszedł do szafy.
    Harry znów podrywał jedną lasek w klubie. Znów z powodzeniem. tej nocy zabawiał się z rudą. Niall po kolejnej kłótni wyszedł z domu do klubu. Siedział przy barze i pił. Obok niego przysiadła się wysoka brunetka i zamówiła drinka. W ciągu dziesięciu minut wypiła pięć a potem schowała twarz w dłoniach. Horan, sam nieźle spity, na nią spojrzał. Nie lubił widoku smutnej dziewczyny.
- Coś się stało?
- Lepiej spytać co się nie stało- mruknęła. Co dziwne... była w sukni ślubnej.
- Fajna kiecka. Planowałaś spieprzyć sobie życie?
- Matka mi kazała.
- Te czasy już minęły, nie musiałaś się zgadzać.
- Mhm… i co jakbym się nie zgodziła? Mieszkałabym pod mostem? Chociaż teraz to i tak chyba nie mam wyjścia.
- ... Czyli spierdoliłaś sprzed ołtarza?
- Praktycznie w ostatniej chwili. Cała rodzina pragnęła tego ślubu, tylko nie ja. Ale przecież panna młoda się nie liczy, nie?
- Zawsze liczą się wszyscy, tylko nie ten, którego to dotyczy.
- Ty mi kogoś przypominasz…- spojrzała na niego a on westchnął. Nie uśmiechało mu się, że go rozpoznała co oznaczało plotki w prasie.
- Nie, raczej Ci się pomyliło…
- Czekaj... mieszkasz w Mulingar?
- MieszkałEM. Teraz jestem tu, choć chyba jednak wrócę.
- Jej... Niall. Poznajesz mnie? Demi.
- Biorąc pod uwagę, że wypiłem pół zaopatrzenia tego baru i ledwo widzę to... nie.
- Haha. Przyjaźniliśmy się kiedyś.
- Imię kojarzę... ale dzisiaj to za wiele nie wiem.
- Chodź. Dasz radę wyjść?
- No jestem spity, ale wiem jak chodzić.
- To chodź.- chwyciła go za rękę, drugą podniosła suknię i wyszli z klubu.
- To musi z boku wyglądać komicznie. Spity w trzy dupy i panna młoda.
Roześmiała się. – Wyobrażam sobie.
- Więc... Demi. Skąd mam wiedzieć, czy faktycznie się przyjaźniliśmy? Wiesz, jestem dosyć znany, niejedna dziewczyna kombinuje...tym bardziej, że jestem pijany.
- Jesteś znany?- zmarszczyła brwi.
- No raczej. Tysiące ludzi co dzień wysyła mi wiadomości jaki to jestem brzydki i mam skrzeczący głos.
- Nie rozumiem, wiesz? Pogadamy jak wytrzeźwiejesz. Masz mój numer.- podała mu karteczkę.
- Jasne. To cześć.-powiedział do znaku drogowego i go przytulił na co się zaśmiała. Horan chwiejnym krokiem doszedł do domu z muzyką na ustach. Payna nie obudził, więc nie było kolejnej kłótni.
    Tomlinson miał koszmary. Ciągle śniło mu się, co mogło się dziać w domu. Same najgorsze sceny. Pierwszej nocy jakoś wytrzymał, ale drugiej zalany łzami wszedł do sypialni Zayna, wlazł mu pod kołdrę i mocno się do niego przytulił. Malik go uspokoił i wtuleni w siebie zasnęli.