wtorek, 12 lutego 2013

Chapter one ♥


Kolejna gala, kolejny wywiad, kolejna rozmowa przed tysiącami ludzi.
Lou jak zwykle blisko Hazzy, ciesząc się do wszystkich, Liam szeptał coś do Nialla a Zayn obserwował ich wszystkich z obrzydzeniem. Gdy tylko przyjechali do domu Liam szturchnął Nialla
- Nie musisz mnie obmacywać. - warknął.
- Bo faktycznie mi zależy.
- Nie dotykaj mnie. - poszedł do swojego pokoju
- Gratuluję chłopcy!- Zayn udał zachwyt- byliście bardzo przekonujący. Prawie sam wam uwierzyłem.
Harry przebrał się w swoje najlepsze ciuchy, spryskał drogimi perfumami i wyszedł do klubu. Tam jak zawsze znalazł odpowiednią laskę i ruszył na polowanie. Dziewczyna okazała się śliczną blondynką, ubraną w skąpą białą sukienkę. Ciało może i miała boskie za to mózgu zero. „Idealna zdobycz”. Postawił jej kilka drinków i już po chwili tańczyli na parkiecie. Ocierała się o niego prawie odstającym, idealnym tyłkiem i gładziła go po nodze. Już po kilku minutach całowali się i kołysali wolno w rytm ballady. Podczas kolejnego pocałunku zjechała dłonią na jego krocze i masowała je dyskretnie przez spodnie. On swoje dłonie zacisnął na jej pośladkach i wydawał ciche jęki wprost do jej ust. 
- Mieszkam nie daleko, chodźmy. - pociągnęła go za dłoń kręcąc ponętnie biodrami i wyszli z klubu. Już w progu mieszkania wpił się ponownie w jej usta unosząc materiał sukienki powyżej bioder, a ona odwzajemniając ten nadzwyczaj gorący pocałunek położyła znów rękę na jego rozporek. Bez zbędnych słów zdjął z niej skąpy ciuszek. Na jej całe ciało spojrzał dopiero, gdy zaprowadziła go do sypialni, rzuciła na łóżko i usiadła na nim okrakiem. Zamruczał cicho na widok rozpalonego, seksownego ciała i już wiedział, że tej nocy czeka go raj. Podczas, gdy dla nich była to przyjemność, niektórzy byli do tego zmuszani. Niska dziewczyna, jedynie w jeansach i rozerwanej koszulce biegła jak najdalej przed siebie. Kosmyki brązowych włosów przylegały do jej mokrej od łez twarzy a nadgarstki nadal bolały od mocnego uścisku. Bieg przerwał jej Zayn, który wybrał się na wieczorny spacer. Wpadła na niego. Chłopak był trochę zszokowany, a jeszcze bardziej, gdy z krzykiem cofnęła się i upadła na ziemię przerażona. Malik kucnął do niej, gdy się podniosła i usiadła na ławce.
- Wszystko ok?
- Tak, przepraszam.
- Masz... masz podartą koszulkę. Co się stało?
- Nie, nic takiego. Na prawdę. Muszę... muszę iść.- wstała z ławki i była rękoma na poziomie jego oczu.
- Płakałaś… i masz siny policzek. Nie, mów co się dzieje.- nie wiedział, gdzie ją chwycić, by nie odebrała źle jego intencji, więc tylko zagrodził jej drogę. Spojrzała na niego niezwykle błękitnymi tęczówkami.
- Wspominałam, a siniak, bo się wywróciłam. Nic mi nie jest.
- Mhm... a nadgarstki?
- Przepraszam, chcę przejść.
- Masz telefon?
- Po co Ci?
- Masz?
- Mam.
- Daj.
- Ale po co Ci?
- No daj mi ten telefon.
- Odpierdol się ode mnie!
- Dziewczyno gadaj co ci się stało, albo powiesz to policji. Bo sory, ale twoja ściema mnie nie przekonuje.
- Spadaj.- odepchnęła go i pobiegła dalej. Nad tą sytuacją zastanawiał się tylko do czasu powrotu do domu. Tam wyglądało jak kłótnia rodzinna, w której Lou odgrywał rolę dziecka. Gdy tylko Malik pojawił się w domu, najstarszy członek zespołu zerwał się z kanapy z wilgotnymi oczami i wtulił się w młodszego kolegę.
- Co tu się znów stało?- mruknął obejmując roztrzęsionego szatyna.
- Kłócili się o coś w kuchni, dźgnęli mnie nożami i teraz się kłócą, który i to zrobił...
- Czy wy się uspokoicie?!- wrzasnął na cały dom, a Niall i Liam warknęli coś na niego i wrócili do darcia jap na siebie.
- Chodź Louis, położysz się...- Mulat przeszedł z chłopakiem do pokoju i został z nim, dopóki się nie uspokoił i zasnął. Potem pojechał do swojego domu, który ostatnio kupił. Harry rano znalazł Tomlinsona w czerwonej od krwi pościeli od nieopatrzonej rany, którą zadali mu wczoraj kłótnicy...