wtorek, 26 lutego 2013

Chapter three ♥

Niall dopiero po pracowitym dniu dla One Direction, bo w końcu znowu musieli robić z siebie ideały do kamery, odnowił kontakty z Demi. Louis w ciągu miesiąca wykazywał objawy depresji. Po domu chodził smutny, tylko do kamery cieszył mordkę, żeby nikt nie podejrzewał, że dzieje się coś złego. Budził się w środku nocy, nie jadł, stracił na wszystko chęć, był drażliwy... doszły też trudności z jasnym myśleniem, skupieniem uwagi czy podejmowaniem decyzji. Nikt inny prócz Zayna się tym nie interesował. Pomagał mu, zaprowadził do lekarza a w międzyczasie opierdolił też chłopaków. Cała trójka jednak twierdziła, że to lekka przesada i jest milion innych przyczyn zachowania szatyna. Sytuacja nie uległa poprawie. To wszystko go dobiło. Stał się anhedonistą- utracił zainteresowanie wszystkim, co budziło w nim emocje. O swoich pierwszych myślach samobójczych pisał w „pamiętniku”, bo z nikim nie rozmawiał. Chłopcy słyszeli jego głos tylko w wywiadach i piosenkach, ale jego głos cichł z każdym koncertem. Mimo tego nadal uważali, że Malik dramatyzuje. Mulat znalazł jego notatki i już nie opuszczał go na krok. U chłopaka stwierdzono dystymie czyli łagodną depresję. Gdy Zayn spytał co to oznacza…
- Źle znosi stres i ma skłonność do uzależniania się od innych. w obecnej chwili nie jest zdolny do ciepłych uczuć jak miłość czy inne. Jedyne czego chce to ucieczka od życia...
- Jak mu pomóc?
- Schować wszystkie noże i przedmioty którymi mógłby zrobić krzywdę. Zapisze leki antydepresyjne, ale uważać, żeby nie jadł ich sam bo przedawkuje.
Gdy już sobie wszystko wyjaśnili i dostał receptę wyszedł z ośrodka z Louisem. Od razu wpadł na dziewczynę z parku. Była w kapturze i ze spuszczoną głową mruknęła:
- Przepraszam…
- Nie szkod...-zmarszczył brwi na znajomy głos-nie szkodzi.
Podniosła na niego wzrok, jeszcze marniejsza niż miesiąc temu.
- I ten... chciałam przeprosić... niepotrzebnie się uniosłam.
- Nie ma sprawy...- Lou miał w dupie, że stoją na ulicy i niczym dziecko stał mocno wtulony w swojego jedynego prawdziwego przyjaciela i z bólem wypisanym w tęczówkach przyglądał się, to jej, to Malikowi a to w przestrzeń.
- To... trzymajcie się-uśmiechnęła się lekko i poszła przed siebie.
- Kto to był?- Tommo spytał szeptem próbując przypomnieć o czym w ogóle rozmawiali.
- Taka dziewczyna, kiedyś ją spotkałem. Chodźmy.- objął go mocno i ruszyli. Te słowa były jedynymi jakie szatyn wypowiedział tego dnia. Potem już milczał. Zayn pochował wszystkie ostre przedmioty i podał mu leki. Harry’emu jakoś dziwnie było bez wariacji kumpla, więc przed imprezą wpadł do nich. Jego przyjaciel odpisywał na pytania fanów bo ostatnio zaczął ich bardzo doceniać. Gdy loczek wszedł, Loui nie obdarował go nawet zwykłym spojrzeniem.
- Louis... Lou... Lusieek... -tak nazywał go tylko wtedy, gdy nabroił. Niebieskooki... chociaż niewiadomo, czy jego oczy były jeszcze niebieskie... cały błękit został skradziony przez miliony łez, jakie wylał. Schował się pod kołdrę.
- No Tommo... skarbku... wiem, źle zrobiłem, ale nie rób mi tego... proszę...
- Hazz...On nie rozmawia.. -szepnął mu na ucho Zayn a w oczach Stylesa pojawiły się słone krople.
- Jezu...
- Lepiej będzie jak na razie pójdziesz..
- Ale..a.- zająknął się, ale przyznał w końcu rację i wrócił do domu, gdzie... było jak zawsze. Wrzask blondyna i szatyna. Miał już tego dość i rozdzielił ich z taką siłą, że obaj polecieli na ziemię.
- Zamknąć japy i zapierdalać do swoich pokoi, bo tak w te gęby przyjebię, że szczęki wam wyskoczą! Już, woon!